środa, 17 października 2012

WIEJSKIE WSPOMNIENIA (001)

Wieś jest bardzo częstym celem moich wypadów we wspomnieniach. Tęsknię do łąk pachnących sianem, czy pól, na których złociły się snopy z ziarnem. Widok krowy, konia też przestał być codziennością polskiej bieszczadzkiej wsi.

Albo taka furmanka, zabierająca dzieci idące do szkoły, lub z niej wracające do domów. Stukot końskich, podkutych kopyt o kocie łby, czy potem asfalt. Kościół, lekcje religii, potem pierwsza spowiedź, komunia i bierzmowanie.

Szkoła, a w niej jeden nauczyciel nauczający cztery klasy. Od pierwszej do czwartej, po dwie klasy razem. Gra w palanta, nauka rzeczy praktycznych, jak na tamte czasy. Choćby takie cerowanie skarpet. Potrafi dzisiaj ktoś własnoręcznie cerować? Jeśli nawet, to jest takich garstka. 

Zapracowani od świtu do nocy rodzice, żeby nam było możliwie dobrze. Często zaprzęgani rówieśnicy do prac w polu. Niektórzy mieli większe gospodarstwa, więc dzieci musiały pomagać w pracach polowych. Inni pracowali w firmach państwowych, a po pracy doglądali swoich gospodarek.

Nie było jeszcze takich technicznych udogodnień jak teraz. Nie każdy miał w domu telewizor, a może i nie wszędzie było radio. Telefon, to także rarytas na korbkę. Posiadacz takiego telefonu, to już był ktoś ważny we wsi. W tamtych latach, telefon miały we wsi dwie, lub trzy rodziny.

  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz