Jakoś tak się w moim życiu układało, że przeważnie czułem się osaczony niesprzyjającymi okolicznościami. Okolicznościami, ponieważ niekoniecznie było to wynikiem wrogiego stosunku do mnie różnych osób.
Czasem różne osoby szkodziły mi niechcąco, czasem specjalnie. Innym razem wcale. Jeszcze innym razem, spotykałem ludzi, którzy, kierując się życzliwością, starali się mi pomóc. Mało kiedy skutecznie, jeszcze rzadziej wystarczająco.
Zdarzały się sytuacje, kiedy to ode mnie oczekiwano pomocy, a czasem próbowałem pomóc z własnej woli, o nic nie proszony. Również z różnym, na ogół niezadowalającym skutkiem.
Tym przeróżnym sytuacjom, zawdzięczam zrozumienie różnicy między tym czego potrzebuję, a tym, co mi się należy. Tak się dzieje, że potrzeby z reguły przewyższają to, co się należy. A przy tym, znacznie ustępują zachciankom.
Skoro ma się jakieś potrzeby, czy zachcianki, to dąży się do tego, aby je zrealizować. Ale jesteśmy w tym momencie w jakimś miejscu, w jakimś czasie i w jakiejś sytuacji. Możemy być osaczeni niekorzystnymi okolicznościami i nie móc swego celu osiągnąć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz