Możliwość zbudowania elektronicznego układu naśladującego głos ćwierkającego ptaka, przypadł mi bardziej do gustu, od innego udającego miauczenie kota. Przystąpiłem do montażu pierwszego w swoim życiu i zarazem prymitywnego układu.
Konieczność łączenia wszystkich elementów przewodami stanowiła stanowiła pewna trudność. Wymagała koncentracji, żeby połączenia wykonać prawidłowo i nie zniszczyć przez nieuwagę tranzystorów. A tranzystor nie bułka, nie czekał na półkach.
Zanim podłączyłem baterię, kilkakrotnie sprawdziłem połączenia, aby mieć pewność, że nie przeoczyłem żadnej pomyłki. Że niczego nie pominąłem. I wreszcie nadszedł moment podłączenia baterii. Tak, baterii, bo zasilacza jeszcze nie miałem.
Hura!!!!! Udało się. Głośniczek zaćwierkał. Mogłem regulować głos i prędkość ćwierkania. Układzik ten miał pewną wadę. Było słychać stukanie, którego nie udało mi się wyeliminować. Ale ważniejsze to, że układ ćwierkał. Obudowałem to i zamontowałem w miejsce spalonego dzwonka. Cdn.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz