Miałem już na koncie naprawiony magnetofon, kilka zbudowanych dzwonków i jeden wzmacniacz akustyczny. Niektórzy moi znajomi wiedzieli o moim hobby, ale początkowo nie wzbudzało to wśród nich zainteresowania. Nie pamiętam kiedy pierwszy raz komuś coś naprawiłem na jego prośbę. W każdym razie też był to magnetofon. Potem radyjko tranzystorowe na baterie. Wymieniałem UL1497.
Potem przyszła kolej na amplitunery AT 9100 i inne "świetne" sprzęty Kasprzaka. Bardzo dobrze psuły się wzmacniacze. Trochę mniej magnetofony. Przy okazji naprawiania wzmacniaczy AT 9100 i wzmacniacza o oznaczeniu chyba WS 354, miałem nieprzyjemne zajścia. Właściciel AT, po odebraniu wzmacniacza z naprawy, chciał mieć ponownie naprawiony, bo szybko się zepsuł, a on tylko połączył wyjście jednego kanału z masą drugiego, bo chciał, głośniej słuchać muzyki na jednej kolumnie. Gdyby mi nie powiedział w jaki sposób uszkodził wzmacniacz, naprawiłbym na swój koszt.
WS 354, trafił do mnie dwa tygodnie po naprawie. Uszkodzone były tranzystory mocy. Te, co wymieniałem. Naprawiłem na swój koszt. I po następnych dwóch, może trzech tygodniach, chłopczysko wpada do mnie z pretensjami. Zażądałem przyniesienia głośników. Kolumny masakra. Nie spodziewałem się takiego widoku, jaki ujrzałem. Byłem przygotowany na uszkodzenie izolacji przewodów i możliwość powstawania zwarć. Membrany były podarte i niedbale sklejone, zniekształcone w sposób uniemożliwiający swobodną pracę cewki głośnika.
Tym razem za naprawę chłopak musiał zapłacić. Podłączyłem mu na pół godziny swoje kolumny, nastawiłem wzmacniacz dość głośno. Radiatory były chłodne. Przy jego kolumnach, kwadrans gry przy identycznych ustawieniach - radiator gorący. Po dyskusji. Cdn.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz