Wzmacniacz zagrał, a ja byłem zadowolony, bo wreszcie udało mi się go uruchomić. Dziś, po wiele latach, nie pamiętam, czy budując wzmacniacz, dysponowałem własnym miernikiem uniwersalnym, czy czymś zrobionym z magnetofonowego wskaźnika wysterowania.
Miernik odkupiłem od kogoś posiadającego ich kilka. Nabycie tego w naszym sklepie było niemożliwe. Może były dostępne w większych miastach. U nas nie. Nie pamiętam już ile mnie kosztował miernik, ale z pewnością zapłaciłem za niego dość dużo.
Mając do dyspozycji miernik, lutownicę, śrubokręty płaskie i "krzyżyki" różnych rozmiarów, zacząłem się rozglądać za czymś, co nadawałoby się do grzebania w tym. Czyli za czymś zepsutym. Miałem przecież jeden zepsuty magnetofon. Przystąpiłem do naprawy.
Potrzebne części zamienne, udało mi się kupić w naszym miejskim sklepie. Uszkodzone elementy zastąpiłem nowymi. Sprawdziłem, czy gdzieś nie popełniłem jakiegoś błędu, ale żadnego nie było. Sprzęt zagrał. Cdn.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz