Było to dawno. Kiedy jeszcze byłem malym chłopcem. Szkolne boisko było placem zabaw dla wiejskich dzieci. Wiejska szkoła, była nieduża. Uczyły się w niej cztery klasy. Od klasy pierwszej, do czwartej. Od klasy piątej, dzieci już dojeżdżały do szkoły miejskiej.
Dzieciom powodziło się różnie. Jednym lepiej innym gorzej. W wolnych chwilach, dzieci spotykały się na boisku, przynosząc ze sobą takie zabawki, jakie kto miał. Niektóre z tych zabawek, były obiektem pożądania i powodem zazdrości u innych dzieci.
Dochodziło do przepychanek, kiedy ktoś chciał komuś odebrać jakąś zabawkę. Kiedyś widziałem, jak dwóch chłopców, wyrywało sobie z rąk samochodzik. Taki nakręcany, strażacki z drabiną. Pomyślałem, że go zniszczą, jeśli będą obaj ciągnąć zabawkę do siebie.
Chwileczkę się naciągali, pokrzykując przy tym. Nagle jeden z nich, niespodziewanie puścił. Drugi, przygotowany na opór pierwszego, przewrócił się. Autko wypadło mu z rąk i znikło z oczu, wpadając w pobliskie krzewy. Wyszarpujący autko, powoli, jęcząc zaczął się podnosić. Jego przeciwnik przyglądał mu się. Przez chwilę wydawało się, że obaj zrezygnowali z autka. Być może uległo zniszczeniu i już żadnego z nich cieszyć nie mogło. Tego już nie pamiętam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz