wtorek, 6 listopada 2012

KAŁAMARZ

Kałamarz, wieczne pióro, czasem zwykłe, atrament powracją do mnie we wspomnieniach. Wraz z nimi szkolne ławki z wyciętymi otworami na kałamarze. Długopisy były dostępne, ale nimi można było się posługiwać dopiero od piątej, czy szóstej klasy.
Obowiązkowa kaligrafia i duży nacisk na ortografię. Dzisiaj nie dziwią błędy ortograficzne robione przez ludzi po studiach! Ale co tam jakieś błędy. Wiadomo - dysgrafia. Nawet nie wiem, czy wtedy to pojęcie funkcjonowało w medycynie.
Ale powróćmy do kałamarza. Do zeszytów upstrzonych kleksami i bibuł osuszających nieopatrznie pochlapane kartki w zeszytach. Moje myśli wracają do tamtych czasów z taką siłą, że czuję zapach atramentu! Jutro pójdę do sklepu z przyborami szkolnymi, zakupić atrament, wieczne pióro, albo chociaż zwykłą obsadkę i stalówkę. Może i tusz też będzie?   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz