Z usług tej firmy korzystałem od 2004 roku, aż do marca roku 2020 Zerwałem umowę z nimi z winy usługodawcy, bez zachowania miesięcznego terminu wypowiedzenia. Ten termin obowiązywał by mnie, gdyby firma wywiązywała się ze swoich zobowiązań zgodnie z zawartą umową. Decyzję tą podjąłem po bezskutecznych interwencjach związanych z często powtarzającymi się awariami, które rzekomo powodował niestabilnie pracujący switch.
Prawdziwa przyczyna tkwiła w czymś innym, niż techniczne niedomaganie urządzeń sieciowych, ale o tym napiszę później. Wcześniej chciałbym opowiedzieć o przebiegu korzystania z usług tej firmy. Jak już zaznaczyłem, umowę zawarłem z nimi w roku 2004. Wtedy oferowali pocztę e-mail. Poczta była o małej pojemności 50MB i transfer też był cieniutki. Pobieranie zaledwie 16kB/s. Za to nie było ograniczeń w łączeniu się pomiędzy komputerami wewnątrz sieci.
Poczta nie działała od samego początku. Założyć mi ją tak „pomógł” pracownik zawierający umowę ze mną. To było pierwsze niemiłe wrażenie i to na samym początku. Drugie niemiłe wrażenie miało związek z zaporą informującą o bardzo dużej ilości prób włamania na mój komputer. Zgłaszanie tego nie pomogło mi wcale. Ilość ataków miała związek z awariami serwera firmy i chyba także z łączami wewnętrznymi, pozwalającymi na dużo większe szybkości wymiany danych pomiędzy komputerami.
Prawdopodobnie pozbawienie użytkowników lokalnej sieci możliwości korzystania z szybszego wewnętrznego transferu, spowodowało znaczny spadek ataków na mój komputer i zmniejszyła się też znacznie liczba awarii i problemów z dostępem do sieci. Tego jednak nie wiem, ponieważ nigdy z tego nie korzystałem. Wtedy dopiero poznawałem Internet i panicznie obawiałem się wirusów. Ale to temat na osobny wpis. Dość długo nie miałem poważniejszych problemów z korzystaniem z usług tej firmy. Ewentualne awarie były w miarę szybko usuwane.
Ale któregoś razu, doszło do zatargu pomiędzy mną, a firmą. Moje zastrzeżenia powodował fakt, że w ostatnich dniach tygodnia, traciłem dostęp do Internetu. Dostęp sam „pojawiał się i znikał”. Wraz z nastaniem tygodnia, wszystko wracało do normy. Po jakimś czasie, utrudnienia stawały się coraz to częstsze i już nie tylko na koniec tygodnia. „Technik” firmowy, stwierdził u mnie uszkodzenie karty sieciowej i zaproponował kupno nowej i sprawnej w firmie. Ale nie ze mną te numery. Poszedłem do znajomego posiadającego router i u niego sprawdziłem swoją kartę sieciową.
Była oczywiście sprawna. Szef Transmitela usiłował dalej upierać się przy tym, co powiedział pracownik i, że bez wymiany karty sieciowej, nie będę miał Internetu. Odpowiedziałem mu, że sprawność swojej karty sieciowej jestem w stanie bez żadnego problemu udowodnić, ponieważ ją sprawdziłem. Wtedy wreszcie „naprawili” awarię. Teraz chciałbym się dowiedzieć ile kart sieciowych zostało sprzedane w ten sposób, który ze mną nie przeszedł. Potem znowu nie miałem do narzekania powodu przez dłuższy okres czasu.
W miarę upływu czasu, zmieniałem swoje umowy z firmą, aby móc korzystać z szybszego łącza, ale tu mnie głównie interesowało wysyłanie. Rzadko z tego korzystałem, ale fajnie było wysłać filmik na You Tube, czy na Książkę Mordek w krótkim czasie. Co jakiś czas sprawdzałem prędkość łącza, czy się zgadza z umówioną. Prędkość pobierania była niemal zawsze bardzo daleka od umówionej, ale za to na prędkość wysyłania nie mogłem narzekać. I nie narzekałem dopóki otwieranie stron nie stawało się problemem.
Począwszy od grudnia ubiegłego roku, strony ładowały się bardzo długo. Widząc w styczniu, że nic się nie poprawiło, zgłosiłem. „Poszukując” przyczyny blokowania szybkości łącza, wymieniono mi w domu kabel, co w niczym nie zmieniło sytuacji. Krótkotrwałą, kilkugodzinną poprawę przyniosła wymiana switcha. Wymieniono go w mojej obecności, ale do marca mogłem korzystać z dostępu do sieci. Niestety w marcu się zaczęło. „Awaria goniła awarię”. Administrator sieci tłumaczył to tym, że się zawiesza switch.
Początkowo reagował na moje zgłoszenia i przywracał mi dostęp do sieci. Potem przestał i nawet nie odbierał telefonu. Za każdym razem kiedy próbowałem się do niego bezskutecznie dodzwonić. Raz za razem słyszałem sygnał świadczący o zajętej linii. Wobec braku usługi, napisałem reklamację w 2 egzemplarzach i zażądałem potwierdzenia przyjęcia jej pieczątką i podpisem przyjmującego. Odmówił mi twierdząc, że nie ma takich uprawnień. O kropki!!! To ten sam jegomość, który zawarł ze mną pierwszą umowę i „pomógł” mi założyć konto e-mail na firmowym serwerze. Ten jegomość ma uprawnienia do przyjmowania wpłat, różnych zgłoszeń, wydawania pracownikom pieniędzy, żeby mieli czym pokryć jakieś firmowe opłaty, ale reklamacji przyjąć nie może.
Reklamację wysłałem pocztą 30 marca 2020. Odebrano ją dopiero 10 kwietnia 2020. Ostatnią próbę w celu dojścia do porozumienia podjąłem 1 kwietnia 2020. Najpierw telefonicznie zgłosiłem do biura brak usługi, przypominając, że to już trwa kolejny dzień. Ponieważ do południa niczego nie zrobiono, osobiście udałem się pod biuro Transmitelu. Obserwowałem z chodnika szefa firmy, który po upływie paru minut wyszedł do mnie i od razu zaczął zapewniać, że nikt mi nie blokuje dostępu do sieci. Odpowiedziałem mu, że wadliwe urządzenia należy wymienić na sprawne i po problemie!
Teraz zrobiło się interesująco. Przez chwilę zastanawiał się co ma mi odpowiedzieć. Usłyszałem, że to i tak niczego nie zmieni!!! Zaproponował po przeczekaniu trudności nieodpłatne doprowadzenie światłowodu i urządzenia, które będę mógł sam resetować, jeśli się zawiesi. I dodał do tego takie słowa na zakończenie: „i wtedy zobaczymy, co pan będzie robił.”.
Szef firmy w czasie krótkiej rozmowy ze mną, powiedział raz prawdę, a raz skłamał. Prawdę mówił, że wymiana wadliwego urządzenia niczego nie zmieni. Tyle, że ta prawda jest na niekorzyść firmy, bo wskazuje na to, że firma nie jest w stanie wywiązać się z przyjętych na siebie zobowiązań. Ale nie zapomnę dodać, że nadal coś nie gra. Jeśli firma sprzedała dostęp do łącza znacznie przekraczając to, co miała wykupione, lub techniczne możliwości łącza, mogliby ograniczyć przepustowość wszystkim i przynajmniej zapewnić dostęp każdemu abonentowi. Wolniejszy, ale działający.
Nie wiem, czy o tym pomyśleli, ale bardziej interesuje mnie to, co chcieliby zobaczyć! Jeżeli miałaby to być próba przerzucenia winy z firmy na mój komputer, czego już bezskutecznie próbowano, to nie byłoby propozycji nieodpłatnego dostarczania mi światłowodu i doprowadzania nim Internetu!!! Jest to pośrednim przyznaniem mi racji. Jednak dalej nie zostało wyjaśnione co mieliby zobaczyć, jeśliby doszło do realizacji obietnicy szefa firmy.
A może już wcześniej próbowali „zobaczyć” czym się zajmuję w Internecie? Robi się ciekawie, tym bardziej, że moja zapora od 14 sierpnia 2019 do 28 marca 2020 roku zaraportowała zablokowanie aż 336 ataków (głównie smart ARP) na mój komputer?
To stary tekst opublikowany w ramach wspomnień.
Ten tekst jeszcze raz poprawiałem z uwagi na pomyłkę w podanych datach. Było, że reklamację wysłałem 30 kwietnia, a powinno być 30 marca.